Mieszkańcy współczesnych, zatłoczonych, zanieczyszczonych metropolii, których w dodatku dotknął kryzys ekonomiczny, potrzebują środka transportu, który sprosta tym wszystkim przeciwnościom losu. Przemysł motoryzacyjny idzie więc z odsieczą i odkurza nieco zapomniany pomysł sprzed lat – microcars. Mikrosamochody (albo kwadrycykle, jak często są nazywane) narodziły się na początku XX wieku, jednak największe sukcesy święciły w latach po II Wojnie ¦wiatowej, gdy ograniczono produkcję normalnych samochodów osobowych (wtedy powstał na przykład kultowy Fiat 500).

Pomysł był prosty – stworzyć możliwie małe i ekonomiczne auto. Jego długość nie powinna przekraczać 3 metrów, waga 500 kg, zaś napędzać powinna je jednostka spalinowa o pojemności do 1 litra (lub silnik elektryczny). Dzisiaj ten pomysł powraca ze zdwojoną siłą.

Mikrosamochody, takie jak Smart czy Th!nk, stają się coraz bardziej popularne. Doskonale radzą sobie w miejskiej dżungli, a dzięki małym rozmiarom parkowanie staje się dziecinnie proste, nawet w najbardziej zatłoczonym centrum. Małe zanieczyszczenie środowiska pozwala w niektórych krajach na uzyskanie ulg podatkowych. Silnik elektryczny jest niezwykle ekonomiczny w eksploatacji. Także młodzież może prowadzić tego typu samochody (w niektórych krajach jedynym wymaganym dokumentem jest dowód osobisty, a czasami nawet karta motorowerowa).

Mikrosamochód wydaje się odpowiedzią na dwa największe problemy przemysłu motoryzacyjnego – konieczność oszczędności i ograniczenie zanieczyszczeń. Metropolie Stanów Zjednoczonych, Europy zachodniej czy Japonii już zapełniają się małymi autkami, a jak sytuacja wygląda w Polsce? Mikrocars wciąż nie są niestety na kieszeń przeciętnego Polaka. Koszt takiego samochodu to ok. 100 tysięcy złotych i chociaż koszty eksploatacji są śmiesznie małe potrzebna jest do tego odpowiednia infrastruktura w postaci stacji ładowania (czyli swoistych „elektrycznych stacji benzynowych”), których w Polsce wciąż nie ma. Mimo to wydaje się, że mikrosamochody to przyszłość przemysłu motoryzacyjnego.